poniedziałek, 4 marca 2013

Rozdział 13


Popatrzyłam na palonego przeze mnie papierosa i poczułam się dziwnie. Po raz pierwszy w życiu poczułam się źle paląc papierosa. Zgasiłam go w połowie i wyrzuciłam przez okno. Wróciłam do pokoju Harry'ego i usiadłam na łóżku, a Hazz mnie przytulił.
- Macie rację. Nie będę już palić.
- Bardzo się cieszę - powiedział i ucałował mnie w czoło - idziemy spać? - pokiwałam głową. Okrył nas kołdrą i wtuliłam się w jego ciepły tors. Gdy rano się obudziłam jego nie było w łóżku więc zeszłam na dół. Pichcił coś w kuchni. Dziwnie czułam się nie przychodząc do szkoły, ponieważ rzadko chodzę na wagary i przyzwyczaiłam się do tego, że tam jestem. Stanęłam przy szafce i poczekałam aż Harry mnie zauważy. Odwrócił się od kuchenki, podszedł do mnie i.. pocałował mnie. Popatrzyłam się na niego dziwnie.
- Ja bardzo cię przepraszam Amelie ale ja nie mogę się powstrzymać. Bardzo ładnie wyglądasz.
- Hazz ja.. ty jesteś na serio świetnym facetem i dobrym przyjacielem i bardzo cię za to cenię ale dopiero w nietypowy sposób zakończyłam jeden związek. Chciałabym z tobą być ale.. poczekajmy - pokiwał nieśmiało głową i wrócił do robienia śniadania. Ja usiadłam do stołu i poczekałam aż skończy. Zadzwoniła moja mama.
- Córuś co się z toba dzieje. Odchodzę od zmysłów. Chciałam dzwonić już na policję.
- Mamo.. nic się nie stało. Jestem u Harry'ego tego z mojej nowej klasy. Nic mi nie będzie. Po południu wrócę do domu.
- Wytłumaczysz mi to wszystko bo na prawdę się martwię.
- Dobrze kocham cię. papa - rozłączyłam się nie czekając na odpowiedź. Harry właśnie nałożył jajecznicę i podał mi talerz.
- Przepraszam - wyszeptał.
- Na prawdę nic się nie stało Harry.

czwartek, 28 lutego 2013

Rozdział 12

Miałem takie sny, że cieszyłem się, że Amelie nie może ich widzieć. Oczywiście była w nich ona. Obudził mnie krzyk. Gdy otworzyłem oczy było ciemno i pewnie bardzo wcześnie. Był to krzyk mojej Amelie. Może jeszcze nie mojej ale kiedyś będzie. Siedziała obok mnie i wpatrywała się w okno z przerażeniem. Szybko wstałem i zaświeciłem światło ale za oknem nikogo nie zobaczyłem.
- Amelie coś się stało? Zobaczyłaś tam kogoś?
- On.. był tutaj. Harry.
- Kto tu był? - wtuliła się we mnie.
- Mark - tak bardzo było mi jej szkoda. Nie dość, że za nim tęskniła to jeszcze się go bała - Harry pójdę zapalić - powiedziała wstając.
- Miałaś nie palić.
- Staram się ale teraz jestem zdenerwowana i muszę.
- No dobrze. Ale to ostatni raz. I zostań w domu. Nie wychodź już z domu.

** Oczami Amelie **

Weszłam do salonu i otworzyłam okno. Zapaliłam papierosa i myślałam. Teraz już nie jestem pewna czy to był on czy może tylko mi się przyśniło. Bo po co miałby tutaj przychodzić? Chociaż z drugiej strony nie wiem czego można się po nim spodziewać. Dobrze, że Harry tu jest.

wtorek, 26 lutego 2013

Rozdział 11

Wyszła z łazienki po jakiś 15 minutach. Wyglądała tak pięknie w moich ciuchach. Amelie bardzo mi się podoba, wiem że Zayn'owi też ale nie chcę zepsuć tego, że się przyjaźnimy. Tylko zespół by na tym ucierpiał. Ale jeśli ona dalej będzie tak pięknie wyglądać w końcu się nie powstrzymam.
- Gdzie mogę spać? - spytała.
- Możesz u mnie w pokoju, a ja pójdę na kanapę.
- Na serio nie chcę robić problemu. Pójdę na kanapę - uśmiechnęła się slicznie.
- Jak sobie chcesz. Przyniosę ci kołdrę i poduszkę - poszła na dół, a ja do mojego pokoju, aby wyjąć z szafy potrzebne dla mniej rzeczy. Zszedłem do niej na dół.
- Dzięki Harry. Na prawdę to dla mnie teraz ważne.
- Nie ma za co - po czym poszedłem na górę. Nie mogłem zasnąć. Myślałem o tym czemu ona kocha Marka. Przecież on ją chciał zgwałcić. Ja bym czegoś takiego nie zrobił. Mógłbym kochać ją bardziej niż on. O czym ja mówię. Skoro chciał jej wyrządzić taką krzywdę to nie można mówić o tym, że ją kocha. Było już dosyć późno, a ja dalej nie mogłem spać. Spojrzałem na zegarek i była 23:50 i usłyszałem jej słodki głosik.
- Harry.
- Hmm - usiadłem.
- Nie mogę zasnąć - odsunąłem się na bok łóżka i uniosłem kołdrę.
- To chodź. Przytul się i śpij - położyła się obok mnie, okryłem ją kołdrą, a ona wtuliła się we mnie i zasnęła, a ja leżałem jeszcze z pół godziny i po prostu.. może to głupie ale wąchałem jej włosy aż zasnąłem.

czwartek, 21 lutego 2013

Rozdział 10

Paliłam tego papierosa i płakałam na schodach. Nagle ktoś wytrącił mi papierosa z ręki.
- Nie rusz!
- Miałaś nie palić.
- A ty miałeś się pośpieszyć. Jest Harry z tobą? - wtuliłam się w Zayn'a.
- Jest w aucie. Chcesz jechać do mnie, do Hazzy czy do domu?
- Do Hazzy - zaprowadził mnie do auta.
Harry tylko spytał gdzie jechać i potem nic nie mówił. Siedziałam z tyłu wtulona w Malika i płakałam. Płakałam bo mój były chciał mnie zgwałcić. To takie okropne. Kochałam go. Na prawdę go kochałam ale też bałam się go bo to nie pierwszy raz kiedy mnie uderzył. Harry odwiózł najpierw Zayn'a do domu, a potem pojechał do siebie. Weszłam do jego domu, rzuciłam gdzieś torbą i usiadłam na kanapie, a Harry obok. I tylko opowiadałam mu co się stało.

** oczami Harry'ego **

Amelie dzwoni do Zayn'a zapłakana, płacze całą drogę, a na końcu wtula się we mnie i dalej płacze. Nie chciałem jej wypytywać co się stało ale sama zaczęła mi opowiadać. Widocznie tego potrzebowała. Na końcu jej opowieści nawet mi poleciał łzy. Na prawdę szkoda mi jej było. Zapadł już wieczór i zrobiło się ciemno.
- Muszę wracać do domu Harry.
- Możesz przecież zostać tutaj.
- Nie będę ci zawadzać. Poza tym jutro idziemy do szkoły.
- Nie zawadzasz. A jak jeden dzień nie pójdziemy to nic się nie stanie.
- Dziękuję. Pójdę zapalić - chciała wstać ale chwyciłem ją za rękę.
- Nie będziesz palić tego gówna.
- Może.. masz rację. Dasz mi jakieś ubrania? chciałabym się wykąpać - dałem jej moją koszulkę i spodenki i poszła do łazienki.

środa, 20 lutego 2013

Rozdział 9

- Nie masz nic do gadania, a teraz pojedziesz ze mną - próbowałam mu się wyrwać ale zaprowadził mnie do auta. Zawiózł mnie do swojego domu. Mieszkał sam bo jego rodzice wyprowadzili się do Francji.
- Jesteś moja. Idź i czuj się jak u siebie - ale jak miałam się tak czuć. Kocham Marka ale często się go boję. Jest o mnie okropnie zazdrosny. Usiadłam w salonie, a on poszedł do kuchni. Gdy wrócił z dwoma kubkami herbaty odrazu spytałam.
- Czemu mnie uderzyłeś?
- Nie chciałem. Kocham cię.
- Gdybyś mnie kochał to byś mnie nie uderzył - chciał mnie objąć ale odsunęłam się. Dzisiaj postanowiłam, że z nim zerwę. Skoro mam się go bać to wolę z nim nie być - Mark, to nie jest dla mnie łatwe bo cię kocham ale ja się ciebie boję i nie wiem czy chcę z tobą być.
- Pokaż mi jak mnie kochasz. Udowodnij to - zaczął mnie całować i sięgać ręką końca mojej bluzki. Zaczęłam mu się wyrywać ale nie chciał dać za wygraną. Zaczęłam piszczeć aż w końcu mnie puścił, a ja wzięłam swoje buty i torbę, i wybiegłam z domu. Zza drzwi usłyszałam tylko 'kurwa!'. Założyłam buty i uciekałam. Biegłam przed siebie. Jak najdalej od niego. Nie chciałam narazie wracać do domu. Nie chcę pokazywać mamie, że jest źle bo ona i tak tego nie zrozumie. Pierwsze do głowy wpadł mi Malik więc wyciągnęłam z kieszeni telefon i zadzwoniłam do niego.
- Zayn proszę przyjedź po mnie. Jestem na osiedlu niedaleko centrum. Tam gdzie jest szpital - mówiłam zapłakanym głosem.
- Ok już jadę - nawet nie pytał co się stało. Pobiegłam jeszcze dalej, tam gdzie było już więcej ludzi. Usiadłam pod jakimś budynkiem na schodach i wyciągnęłam z torby papierosy.

wtorek, 19 lutego 2013

Rozdział 8

Myślałam, że dyrektor po prostu zaczyna robić ze mnie żarty. Sorry ale nie miałam zamiaru z nim spędzać czasu. Już wolę spotykać się z Harrym. Poza tym jakby Mark się dowiedział, że spotykam się z jakimś kolesiem chyba by mnie udusił. Dyrektor coś tam ustalał z Zayn'em, a ja się w ogóle wyłączyłam. Przypomniałam sobie,że Mark miał po mnie dzisiaj przyjść. Mam nadzieję, że nie zapomni znowu.
- Amelie pasuje taki układ?
- Tak pewnie - i wyszłam z gabinetu. Nawet nie wiem na co się zgodziłam. Ale trudno. Po lekcjach zeszłam na dół z Harrym. Tłumaczył mi coś z chemii.
- Cześć śliczna - powiedział Mark gdy zatrzymaliśmy się obok niego i pocałował mnie.
- Cześć. Widzę, że nie zapomniałeś.
- A to kto? - wskazał na Harry'ego.
- Och przepraszam. To jest Harry, chodzimy razem do klasy, a to jest Mark.
- Cześć. Miło mi cię poznać - Harry wyciągnął rękę w stronę Marka ale ten jej nie uścisnął. Czyli zaraz się zacznie.
- A mi nie. Jeśli chcesz poderwać moją dziewczynę to lepiej spadaj bo ona należy do mnie.
- Mark uspokój się. To tylko przyjaciel na serio. Przepraszam cię Harry.
- Okej. Nic się nie stało Amelie. Pójdę już.
- Dobra ale wytłumaczysz mi tą dysocjacje ok? Bo nie umiem tego ogarnąć.
- To umówimy się - i wyszedł, a Mark spojrzał na mnie jakby chciał mnie zabić i wyciągnął mnie za włosy ze szkoły. Było dużo ludzi więc nikt tego nie zauważył.
- Ała! Co ty robisz Mark! - przed szkołą mnie puścił.
- Nie spotkasz się z nim rozumiesz? Nie będziesz mnie zdradzać z jakimś pedałem. Nie pozwolę na to!
- Zrobie co chce i nie zabronisz mi tego - uderzył mnie w twarz.
- Nie masz nic do gadania.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Rozdział 7

Harry tylko popatrzył na mnie smutno. Postanowiłam, że muszę go pocieszyć.
- Ale gdyby nie on byłbyś u mnie na pierwszym miejscu - uśmiechnął się lekko. I poszliśmy dalej.
- A nie boisz się, że Zayn się teraz obrazi?
- Niee. Powinno mu niedługo przejść. 
- A ty? Teraz będzie też na ciebie obrażony. Nie obchodzi cię to?
- Wiesz spławiłam go nie dlatego, że mam chłopaka tylko dlatego, że Zayn mnie często wkurza, odzywa się do mnie gdy tylko chce szlugi i przez niego byłam pośmiewiskiem w szkole przez miesiąc w pierwszej klasie.
- Ale on cię na prawdę lubi. Nie robi tego tylko po to żeby znowu cię wkurzyć.
- Jakoś, nie mogę w to wierzyć.
- Jak chcesz.
- Muszę iść na obiad. Odprowadzisz mnie? - i odprowadził mnie do domu. Reszta weekendu minęła spokojnie. Nigdzie już nie wychodziłam chyba, że do sklepu. A w poniedziałek poszłam do szkoły. Do nowej klasy. Oczywiście dyrektor wezwał do siebie mnie i Zayn'a.
- Jak wam idzie?
- Ale co ma nam iść? - spytałam.
- Jak to co? Amelie. Przeniosłem się do klasy Zayn'a ponieważ oboje macie problem i oboje musicie się pilnować. Chyba nie wzięliście tego na poważnie co?
- Nie.
- W sumie to ja wziąłem to na poważnie, ale Am nie. Sama mi to powiedziała.
- Skoro Zayn wziął to na poważnie musicie spędzać ze sobą więcej czasu.
- Wybaczy pan ale to będzie trudne. 

Rozdział 6

Z Harrym świetnie się rozmawiało. Był bardzo miły. Nie znałam go od tej strony. Zawsze myślałam, że jest zapatrzonym w siebie lalusiem. Gdy przechodziliśmy obok sklepu przypomniałam sobie, że skończyły mi się fajki.
- Chodź. Musze kupić sobie papierosy - zatrzymał się.
- Czemu palisz? 
- W sumie to nie wiem. Ale nie chcę przestać. Chodź.
- Jak chcesz kupić fajki to idź sama - wywróciłam oczami i weszłam do sklepu. Po pięciu minutach zastałam Styles'a siedzącego na murku.
- Czemu nie chcesz żebym paliła?
- Bo nie lubię całować się z dziewczynami, które palą - powiedział, a mnie po prostu zatkało. Podszedł do mnie i mnie pocałował. Po prostu. Gdy odsunęliśmy się od siebie, po patrzyłam mu w oczy, w których teraz była widoczna radość. Usłyszałam głos Malika i obróciłam się.
- Co wy robicie?! Kiedy ja chciałem się z tobą umówić powiedziałaś nie. A z nim się całujesz? Fajnie zajebista jesteś - kopnął kosz na śmieci stojący obok niego i odszedł.
- Am przepraszam cię ale nie mogłem się powstrzymać i..
- Harry nie powinieneś tego robić. Mam chłopaka.
- Więc jednak jesteś z Zayn'em?
- Nie nie jestem. Mam innego chłopaka. Ma na imię Mark i jest rok starszy. Przepraszam.

Rozdział 5

Kuźwa - pomyślałam i wybiegłam przed dom. Nie było tam nikogo więc zobaczyłam za domem. Siedzieli sobie tam i popijali herbatę na tarasie przy stole. Wywróciłam oczami podeszłam do nich. 
- Zayn ty sobie żarty robisz? Tak? A potem wszyscy będą mieli ze mnie beke w szkole? - wstał i odeszliśmy trochę na bok.
- Więc już przeczytałaś? To dobrze. Wiesz bo, podobasz mi się. Ale jesteś taka.. inna i bałem się.
- Tak? Teraz ci się podobam? A jak w pierwszej klasie było na odwrót rozgadałeś wokół wszystkim i nie miałam życia. Rozumiesz? Odejdź Malik - zrobił smutną minę ale chciałam być nieugięta. Pamiętam co było kiedyś. Kiedyś to ja cierpiałam. Nie chodziłam do szkoły bo gdzie się nie pojawiłam wszyscy tylko się ze mnie śmiali. Przeszłam przez dom i wyszłam przed niego. Usiadłam na schodach. Zobaczyłam, że z auta stojącego pod moim domem wychodzi kolega Zayn'a. Chyba Harry. Tak to on. Zauważył mnie i usiadł obok.
- Czemu jesteś smutna? - może widziałam go tylko kilka razy w szkole i na tej wczorajszej imprezie ale lubię go. Cały zespół chodzi do jednej klasy, a od poniedziałku będę tam razem z nimi.
- Może, spytaj swojego przyjaciela.
- A co zrobił? - spojrzał mi w oczy, a ja zauważyłam jakie są piękne.
- Może nie pamiętasz co było w pierwszej klasie..
- Pamiętam. Może pójdziemy się gdzieś przejść? Przyjechałem po Zayn'a ale poradzi sobie.
- Pójdę się umyć - wbiegłam do domu i na górę, umyłam się, uczesałam i ubrałam. Wyszłam przed dom gdzie czekał na mnie Harry.
- Idziemy? - chwyciłam go pod rękę i ruszyliśmy.

niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział 4


- Nie wkurzaj mnie tylko przynieś rano. Mam zły humor rozumiesz?! Jak mnie wkurzysz odgryzę ci głowę! - nie zważając na to, że w pokoju obok śpi moja mama zaczęłam się wydzierać na niego przez telefon.
- Dobra księżniczko. Przyniose rano - rozłączył się. Rano zaspałam i obudziła mnie mama wrzeszcząca z dołu.
- Amelie przyszedł kolega do ciebie ! - ogarnęłam tylko włosy i ubrałam koszulkę bo zwykle śpię w samym staniku. Zeszłam na dół.
- No wreszcie. Myślałam, że nie przyniesiesz.
- Fajna mina - spojrzałam w lustro wiszące obok drzwi.
- Zamknij się Malik - wyrwałam mu plan lekcji z ręki - możesz już iść.
- Nie zaprosisz mnie na herbatę?
- Nie.
- Am nie zwracaj się tak do gościa. Wejdź Zayn. Napijesz się czegoś? - oczywiście moja mama musiała się wtrącić bo jakże by mogło być inaczej. Odruchowo walnęłam się otwartą dłonią w czoło i poszłam do pokoju, a tamci zostali na dole i jak głupi się chichrali.
Położyłam się na łóżku i ogarniałam jakie lekcje mamy w poszczególne dni. Odwróciłam kartkę, a na niej był napis: "Ams, nie lubisz mnie ale proszę umów się ze mną." Roześmiałam się i zbiegłam na dół myśląc, że jeszcze tam będzie ale w kuchni nie był ani mamy ani jego.
- Mamo jesteś w domu?! - ale nic nie usłyszałam

Rozdział 3

Wyszedł z domu, a ja zamknęłam drzwi. Wyjęłam z torebki papierosy i zapalniczkę.
- Co ty robisz?! - krzyknął wyrywając mi z ręki rzeczy.
- Ech.. no nie mów, że wziąłeś na poważnie to rzucanie palenia.
- No tak. Chyba dobrze będzie coś zmienić na lepsze nie?
- Nie. A teraz oddaj.
- Nie - chciałam mu zabrać moje rzeczy ale chował je za sobą. W końcu mi się udało. 
- Jak zapalisz to pójdę do dyrektora.
- Działasz mi na nerwy. Czemu za mną łazisz?
- Nie łażę. Idziemy na tą samą imprezę więc idę.
Doszliśmy na imprezę, a ja przywitałam się z Josh'em. Okazało się, że Zayn go zna i Josh jest w jego zespole. Chyba najgorsza impreza na jakiej byłam. Był cały ten zespolik. One Direction czy jak im tam. Na dodatek jakiś pijany koleś się do mnie przystawiał. Masakra. Po powrocie do domu dostało mi się od mamy, że tak późno wracam i dowiedziałam się, że jestem za młoda żeby chodzić na imprezy po nocach.Ale jeden plus. Zayn nie odzywał się do mnie cały czas. Gdy szykowałam się do spania zauważyłam, że nie wzięłam w końcu tego cholernego planu lekcji. Mam nadzieję, że się nie nawalił na tej imprezie bo ma mi go przynieść. Zadzwoniłam do niego.
- Co?
- Nie co tylko proszę. Zapomniałam tego planu lekcji od ciebie przynieś mi go.
- Dzisiaj nie mogę. Jest noc dziewczyno.
- To jutro rano mi go przynieś. Muszę go ogarnąć.
- Nie mogę później?
- Nie.

Rozdział 2


Zayn zapalał już koniec papierosa kiedy usłyszeliśmy głos woźnego, a ja szybko zgasiłam koniec papierosa.
- Znowu wy? Mogłem się tego spodziewać. Ale i tak muszę zaprowadzić was do dyrektora. Wstawajcie już.
Woźny pan John zawsze był miły, ale znał swoje obowiązki i nie miał wyjścia. Zaprowadził nas do gabinetu dyrektora.
- Znowu oni - powiedział dyro spoglądając na pana John'a i na nas - dziwie się, że nie jesteście parą. Siadajcie - usiadłam na krześle koło Malika i naprzeciwko dyrektora - wiecie, że to już trzeci raz w tym tygodniu? Słuchajcie dzieci - tutaj chrząknęłam znacząco żeby zaznaczyć ile mamy lat - przepraszam. Młodzieży. Nie może tak być. Bardzo was lubię i nie chcę was wysyłać do ośrodka. Ty Amelie jesteś dobrą uczennicą, a ty Zayn pomimo twojej kariery dobrze się uczysz i widzę, że wam zależy.
- Więc co pan proponuje? - zapytał Zayn.
- Zastanawiam się czy nie przenieść Amelie do twojej klasy. Wtedy moglibyście się nawzajem pilnować i w końcu rzucić palenie.
Nie mogłam wytrzymać. Nie dość, że chcą przenieść mnie do innej klasy to jeszcze do klasy tego ćwoka.
- Nie proszę pana. Nie ma takiej potrzeby. Sama sobie poradzę.
- Ale mi jest trudno rzucić palenie. Ams przenieś się będzie fajnie - zmierzyłam mulata zabójczym wzrokiem.
- To znaczy, że od poniedziałku możesz już chodzić do nowej klasy.
Wróciłam do domu wściekła. Będę musiała przeżyć jakoś ten ostatni rok szkoły z nim w jednej klasie. Postaram się. Naszykowałam ubrania na imprezę, która miała odbyć się u mojego kolegi. Przebrałam się i miałam wychodzić kiedy do moich drzwi ktoś zapukał. Otworzyłam je, a w nich stał wystrojony nie wiadomo z jakiego powodu Zayn.
- Co tu robisz?
- Przywiozłem ci plan lekcji - powiedział wpraszając się do domu.
- Gdzieś wychodzisz?
- Yy.. tak jest piątek to chyba normalne, że idę na imprezę. Tutaj niedaleko do kolegi.
- Tam do tamtego niebieskiego domu z ogródkiem?
- Tak?
- Fajnie. Też tam idę. To chyba dobrze. Będziemy się pilnować - wywróciłam oczami i wyszłam z domu.
- Idziesz czy nie.

Rozdział 1


Może nie tak wyobrażałam sobie moje życie. Zawsze myślałam, że będzie spokojnie. Ułożone dziecko, dobry mąż, pies i dom z ogródkiem. Jednak wszystko potoczyło się całkiem inaczej.

** 10 lat wcześniej **

Ostatni dzień tygodnia. Piątek. Wieczorem nie będę robić nic innego jak imprezować. Jeszcze tylko kilka godzin i do domku. Wyszłam z sali, po czym skierowałam się za szkołę żeby zapalić papierosa. Usiadłam tam na drewnianym klocku, który stał tam odkąd pamiętam. Wyjęłam z plecaka paczkę czekoladowych Black Devil'i i wyciągnęłam jednego. Podpaliłam i zaciągnęłam się. Było mi tak dobrze. Zamknęłam oczy, czułam na skórze promienie słońca i rozkoszowałam się chwilą co jakiś czas się zaciągając. Nagle coś przysłoniło mi światło. Może raczej ktoś. Otworzyłam oczy. Zobaczyłam nad sobą jego. Tego zarozumiałego dupka. Zawsze doprowadzał mnie do białej gorączki.
- Idź sobie.
- Liczyłem raczej na ' hej Zayn, co tam u ciebie? ' Ale jak wolisz - powiedział siadając niedaleko na jakimś kartonie, a ja ponownie się zaciągnęłam dymem - masz ognia?
- Dla ciebie nie - powiedziałam wypuszczając dym.
- No nie bądź taka. Odpale ci szluga. Chcesz?
- Zależy jakie masz - odpowiedziałam obojętnie nie patrząc na niego.
- Nevady.
- To nie chcę.
- To będę musiał zrobić to - po czym sięgnął do kieszeni mojej bluzy i wyjął z niej zapałki.
- Odkupisz mi je - jak zawsze zdobywałam się na obojętny ton.
- Oczywiście panno perfekcyjna.
Zawsze się droczyliśmy, a rozmawialiśmy ze sobą tylko wtedy kiedy chodziło o papierosy. Zayn zapalał już koniec papierosa kiedy..